Media

Polski
Logo

Media

2015-04

Max Klezmer Band - MKB Live

2015-03-16

Recenzja MKB Live

Max Kowalski – kontrabas, Michael Jones - skrzypce, altówka, Aleksander Papierz - saksofon altowy & sopranowy, Stefan Orins – fortepian, Jakub Rutkowski – perkusja – to cały Max Klezmer Band , do tego w utworze „Ajde Jano” śpiewa Agata Siemaszko. Co znalazło się na ich najnowszym krążku „MKB Live” – który powstał na trasie koncertowej na przełomie lipca i sierpnia zeszłego roku? Usłyszymy tu dużo muzyki bałkańskiej, mnóstwo improwizacji, gorących klimatów i rozmiłowania w folklorze środkowoeuropejskim z jego nieodłącznym żydowskim składnikiem. Najnowszy album Max Klezmer Band to ponad 70 minut wspaniałej, mocno jazzującej muzyki, często tradycyjnych utworów, które, pod wpływem przepełnionych niekonwencjonalnymi pomysłami i obdarzonych bogatą wyobraźnią artystów, ukazują nam się w nowym świetle. Przyznam, że imponuje mi odwaga zespołu w podejmowaniu często ryzykownych decyzji. Potrafią oni przekonać do tak podanego folku słuchaczy, którzy na co dzień uznali by zapewne te tradycje za nieatrakcyjne i „staromodne”. Max Klezmer Band, obok Bester Quartet i Kroke to nasze dobro narodowe.

2012-10-21

Relacja z Max Klezmer Band

Bardzo długo zastanawiałem się jak zacząć tę relację z koncertu Max Klezmer Band. Niczym wypalony, stary pisarz szukający miesiącami odpowiedniego słowa i weny by zacząć powieść ślęczałem przed monitorem.
Moje trudności bynajmniej nie wynikają z wypalenia, koncert po prostu zrobił na mnie takie wrażenie, że od wczoraj nie mogę się pozbierać. Gdybym miał oddać to jednym słowem powiedział bym: „nie ogarniam” i jest to właściwa reakcja na tak niebywałą przygodę z jazzem, którą obdarował nas wczoraj Max Klezmer Band.
Zdradzę Państwu, że przed koncertem zastanawialiśmy się z żoną jak wypadnie zespół. Występowali wszakże już trzeci raz w Sulęcinie, na pierwszym z tych koncertów byłem, nagrywałem filmiki, robiłem fotki. Gdzieś wewnątrz swojego sceptycyzmu uważałem, że zespół pewnie koncertuje, ale nie wydaje płyt i się nie rozwija. Tylko żona przekonywała mnie, że to zbyt pochopna ocena i miała rację. Oj jak ja się myliłem! Jakie było moje zdziwienie, gdy wybrałem się w ten ciepły piątkowy wieczór do klubu u Bulka. Pierwsze miłe wrażenie zrobiły na mnie stojące instrumenty, ja wiem, że może to banalnie zabrzmi, bo cóż w tym nadzwyczajnego… a jednak. Subtelnie oświetlone, nieruchome,milczące. Jakby pieściły cisze przed eksplozją improwizacji, która miała nadejść. Nie wytrzymałem, trzasnąłem pierwszą fotkę.
Potem już było tylko coraz lepiej. Gdy popłynęły pierwsze i kolejne dźwięki ugryzłem się w język na myśl, że posądziłem grupę o stagnację twórczą. W klubie przyjemna atmosfera ze światełkami na stołach, a na scenie kwintesencja jazzu w perfekcyjnym wykonaniu z totalnie odjechanymi solówkami, które przeistaczały się w sztormy muzycznych uniesień i spokojne fale dźwięków zabierających naszą wyobraźnię w inne światy. W tym miejscu i czasie nie tylko instrumenty grały muzykę, ona malowała się na twarzach każdego wykonawcy w grymasach uśmiechów i w poszukiwaniach właściwych tonów.

Czułem dreszcze spowodowane skokami adrenaliny, a chwile potem odpływałem w zamyśleniu. Ostatni raz miałem podobne odczucia słuchając Tomasza Stańki, który zrobił muzykę do fragmentów książki Witkacego pt.: „Narkotyki. Niemyte dusze”, a dokładniej do opisów jego eksperymentów z peyotlem.
Genialne połączenie muzyki klezmerskiej z zawodowym jazzem. I to co najbardziej spodobało mi się w ewolucji jaką przebył zespół w ostatnich latach, to fakt, że grupa nie skierowała się w rytmiczne, wesołe pląsy folkowe, lecz zaczęła szlifować ambitną i dojrzałą sferę jazzowej twórczości. Szczerze i dokładnie rzecz ujmując, nie ma takich literek na tej klawiaturze by opisać co się tam działo. I chociaż nie jest to łatwa muzyka, nie cieszy się też popularnością przeciętnych słuchaczy, to ani frekwencji, ani zabawy nie zabrakło na tym niebywałym występie.

Pokrzykiwania i liczne oklaski dowodziły, że nie tylko mnie zachwyciło nowe oblicze chłopaków z Max Klezmer Band. Była to prawdziwa uczta dla ucha nie jednego melomana. Życzę zespołowi by rozwijał się nadal w tak szybkim tempie i nie zmieniał kierunku swych artystycznych wizji.

Link do źródła

2010-07-23

Maxa dar

Wyjazd w miniony weekend do Lwowa na otwarcie wystawy Siła Sztuki z kolekcji Lubelskiego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych (duże przeżycie; w dziale Kultura DW ekspozycję ciekawie opisała i udokumentowała fotograficznie Agnieszka Mazuś – polecam!), następnie wypełnianie obowiązków wobec innej redakcji oraz wobec festiwalu organowego na Czubach sprawiły, że dopiero teraz wracam do miłego obowiązku. Za taki uważam napisanie chociaż kilku słów o anonsowanym tu poniżej V Festiwalu Muzyki i Tradycji Klezmerskiej w Kazimierzu.

Udało mi się pouczestniczyć tylko w pierwszych dwóch z pięciu dni jubileuszowej edycji hipersympatycznego festiwalu. To za krótki czas, żeby cokolwiek sumować. Trudno też zajmować się wszystkimi punktami ciekawie skonstruowanego programu (jakkolwiek już dało się odczuć, że klezmerzy.pl – warsztaty&koncerty wracają  do świetnej formy z pierwszych dwóch swych odsłon), chociaż trochę żal, bo… Bo np. koncert i wystawa w Synagodze Żydowskie talenty okresu  międzywojennego – Grafoman Włast, dowodzą jak konsekwentną robotę wykonuje dla festiwalu i dla nas, jego uczestników, prezentujący je Marek Ravski. Pamiętam jak ten najwytrwalszy z artystów FMiTK, którego niemiłosierny, tubalny głos słyszy się w Knajpie u Fryzjera każdego roku, oferował nam dwa lata temu pokrewny koncert  Jak drogie są wspomnienia, na który się składały przedwojenne piosenki filmowe i kabaretowe innych kompozytorów pochodzenia żydowskiego – Henryka Warsa, Artura Golda, Jerzego Petersburskiego.

Postanowiłem zająć się jedynie wydarzeniem tych dwóch dni dla mnie najważniejszym. Popisem Max Klezmer Band, kapeli, która w przywiązaniu do festiwalu U Fryzjera zaczyna się ścigać z Ravskim, skoro jest obecna na trzech kolejnych i niewątpliwie jest najczęściej goszczącym na kazimierskiej imprezie reprezentantem krakowskiej szkoły klezmerskiej (Kroke było tyko dwa razy). Można mnie oczywiście posądzać o kumoterstwo. Wcale nie kryję, że jestem od lat zaprzyjaźniony z twórcą i liderem bandu, kontrabasistą Maxem Kowalskim (wiem, że powinienem w odmianie pisać „Maksem”, ale nie lubię tego spolszczenia, traktującego z góry uroczą literkę „x”). To on skomponował znakomite podkłady muzyczne do już trzech lubelskich spektakli w reżyserii Łukasza Witt-Michałowskiego – Kamieni w kieszeniach i Ostatni taki ojciec Sceny Prapremier InVitro oraz – o czym zapomniałem pisząc o tym ostatnim razem –  zrealizowanej w lubelskim Areszcie Śledczym Lizystraty Teatru Pod Celą (swoją drogą, też wyrasta on na stałego gościa festiwalu – w tym roku pokazał w Synagodze Rozmowy z Katem) . Przysięgam jednak, że w ocenie Maxa, a szczególnie muzyki MKB, jestem od kumoterstwa daleki. Ale i – to ma marginesie – uważam za kompromitację Lublina, że jego zespół jeszcze NIGDY w naszym mieście nie wystąpił! .

Natomiast szczerze sądzę, że Kowalski posiadł niezwykły dar. Jest niewątpliwie światowcem. Działająca od 1998 r. grupa koncertuje w Polsce i Europie. Nagrywała gościnnie np. z Aidą czy z Pawłem Kukizem. A jej lider, korzystając z tego – bo o to chodzi – cudownego daru rozpoznawania muzyków „nadających” na tych samych co on częstotliwościach, posiadających podobną wizję brzmienia (czyli współbrzmienia) oraz z umiejętności nakłonienia ich do współpracy, tworzy nową zespołową jakość o nietuzinkowych walorach.

Tym razem Max Kowalski  przywiózł na kazimierski (dolny) festiwal w zasadzie niemal zupełnie inny zespół. Ze składu, który gościł na dwóch poprzednich odsłonach FMiTK pozostali tylko on i brytyjski, zamieszkały w Krakowie skrzypek Michael Jones. Miejsce tradycyjnych w klezmerskim instrumentarium akordeonu i klarnetu, zajęły pianino fantastycznego, odkrytego gdzieś we Francji Stefana Orinsa i cały zestaw fletów prostych równie porywającego w swych solówkach i dopełnieniach tutti Dominika Strychalskiego. Poprzedniego pałkera zmienił Jakub Rutkowski, obsługujący dużo większą niż tamten dziedzinę instrumentów perkusyjnych. W ten sposób, dokonując roszad, dysponując nowymi brzmieniami, twórca MKB jeszcze bardziej zbliżył się do zrealizowania swej idee fixe, że to ma być zespół wykonującej współczesną muzykę klezmerską z elementami jazzu (pianino to jego wierny sługa) i bałkańskiego folku (flety to folkowa potęga).

Już wykonanie tytułowego utworu ze znanego nam dobrze ostatniego albumu bandu, Tsunami (zdobył IV miejsce w konkursie Jazz Radio Płyta Roku 2007), przekonało, że wkroczyliśmy z Maxem i jego ekipą na zupełnie inne muzyczne obszary  z klimatem jeszcze bardziej dojmującym, niż i tak robiący w swym czasie piorunujące wrażenie pierwowzór. Tak zajeżdżony przez całe zastępy klezmerów, folkowców, zespołów folklorystycznych i orkiestr cygańskich największy bałkański hit Ajde Jano, również nabrał jakiegoś szlachetniejszego polotu. Najbardziej wysublimowanym przykładem przeistaczania się MKB okazała się kompozycja Orinsa Ex Yugoslavia. To już nie były elementy jazzu, tylko czystej wody modern jazz z dokładką jego najnowszych penetracji. Muzycy w solówkach wspinali się na wyżyny wirtuozerii, stawali się współtwórcami somnambulicznej atmosfery wyczarowywanej klawiszami Francuza, cudownymi fletami Dominika (ach, to głębokie burczenie fletu basowego, no, może barytonowego, przypominające potężną trombitę!), skrzypcami odkrywającego ich nowe możliwości Anglika o niewątpliwie żydowskich a nie murzyńskich korzeniach i elektrycznym kontrabasem Maxa. Ano, właśnie! W tym nowym projekcie najwyraźniej odkrył on w sobie ponownie radość grania. Znowu ma ochotę być – z mało podatnym do tej roli instrumentem – frontmanem, a nie skrywającym się w roli członka sekcji rytmicznej liderem co nieco malowanym.

Pychota to wszystko słyszeć!  Dla takich koncertów (acz nie tylko!) warto jeździć do Kazimierza na Festiwal Muzyki i Tradycji Klezmerskiej i już tęsknić za jego kolejną edycją. Za co wielkie dzięki Robertowi Sulkiewiczowi i jego ekipie! Szalom!

Andrzej Molik

Link do źródła

2010-07-13

Klezmerski cymes

Nasza perła turystyczna, Kazimierz Dolny, na brak festiwali nie narzeka, ale w przeciwieństwie do Lublina nie straszy publiczności i krytyków ich nadprodukcją. Pomiędzy dwa sztandarowe – Ogólnopolski Festiwal Kapel i Śpiewaków Ludowych o 44-letniej tradycji i filmowe Dwa Brzegi – latem 2006 r. (gdy imprezy filmowej chwilowo nie było) zgrabnie wkręcił się Festiwal Muzyki i Tradycji Klezmerskiej klezmerzy.pl – warsztaty & koncerty.

Dziś, we wtorek rozpoczyna się jubileuszowa piąta edycja festiwalu, na który – jak się przyznałem wczoraj – lubię wpadać chociaż na kilka dni. Po poprzednich jego odsłonach wszyscy bardzo szybko utwierdzili się w przekonaniu, że Kazimierz zyskał wiele na tej propozycji bardzo pasującej do jego historycznego oblicza, do przeszłości przedwojennego szetł nad Wisłą, w które każdego lata  miasteczko zamienia się na – kiedyś – sześć, a teraz – pięć dni imprezy. Pasuje nawet lepiej niż funkcjonujący siłą wieloletniego rozpędu a trochę nie pasujący do atmosfery kolonii artystycznej pierwszy z wymienianych festiwali i wciąż walczący o swe oblicze drugi z nich. Do tej pory na klezmerskim szczycie występowały takie sławy jak Marek Ravski, zespoły Sholem, Tempes, legenda tej odmiany muzyki – Kroke, Alfred Schreyer, ostatni uczeń Brunona Schulza z Drohobycza, nasze kapele Caci Vorba, Di Kuzine, Badchenes oraz The Saints i Klezzmates z Krakowa a także m.in. Pressburger ze Słowacji, Di Naye Kapelye z Węgier, Bubliczki Cashubian Klezmer Band,  krakowski Max Klezmer Band, Hamburg Klezmer Band z Niemiec, Nayekchovitchi z Rosji, Den Flygande Bokrullen ze Szwecji czy Ot Azoj z Holandii.

W tym roku twórca festiwalu Robert Hózman Mirza Sulkiewicz, kierujący od 1999 r. Knajpą U Fryzjera – gdzie przygotowując dla niego grunt, zaczął od wprowadzania potraw kuchni żydowskiej, a potem dopełnił ofertę gastonomiczną koncertami kapel klezmerskich – zaprosił kolejny raz Marka Ravskiego, Max Klezmer Band (dla miłośników teatru z naszego miasta chyba interesująca informacja: to lider zespołu Max Kowalski jest twórcą muzyki do dwóch słynnych spektakli naszej Sceny Prapremier InVitro – Kamieni w kieszeniach i Ostatni taki ojciec), NeoKlez, Klezmaholics, Di Kuzine oraz  Bara Bura ze Słowacji i Veszpremer Klezmer Band z Węgier,. Słowem, klezmerski cymes!.

Ale festiwal kazimierski to nie tylko muzyka. Szykujcie się na wystawy, spotkanie kulinarne, poważne wykłady, spektakle – narracyjny, kabaretowy, teatralne a także występ dzieci. W sobotę 17 lipca w ostatnim dniu V FMiTK zaplanowano należący do największych atrakcji imprezy tradycyjny klezmerski rejs statkiem po Wiśle. Po rocznej przerwie odbędzie się też finałowy koncert festiwalu na Rynku.

Dla zachęty podaję program na dzisiejszy inauguracyjny dzień Festiwalu Muzyki i Tradycji Klezmerskiej oraz – dla tych, którzy dziś nie zdążą dotrzeć do Kazimierza – na jutro.

13 lipca wtorek
* 10.00
- warsztaty z emisji, dykcji, artykulacji Znajdź i kształtuj swój głos – prowadzi Marek Ravski – Synagoga;
* 15.00 – otwarcie wystawy Sztetl – Vincent Cafe
* 16.00 - wykład Romany Rupiewicz Historia pewnego dokumentu a antysemityzm w XVI wieku – Vincent Cafe;
* 17.30 - spotkanie kulinarne z prof. Tadeuszem Pałką i jego gośćmi: Bellą Szwarcman-Czarnotą i dr Waldemarem Siemińskim Czulent i tożsamość – Vincent Cafe;
* 20.00 - koncert zespołu NeoKlez – Knajpa U Fryzjera.
14 lipca środa
* 10.00
- warsztaty z emisji, dykcji, artykulacji Znajdź i kształtuj swój głos- prowadzi Marek Ravski – Synagoga;
* 15.00 - spotkanie autorskie z Bellą Szwarcman-Czarnotą Kobiety żydowskie patrzą na kobiety biblijne – Vincent Cafe;
* 17.00Marek Ravski prezentuje: koncert i wystawę Żydowskie talenty okresu  międzywojennego – Grafoman Wast; akompaniament: Zbigniew Rymarz – pianino i Jakub Niedoborek – gitara klasyczna – Synagoga;
* 18.30 spektakl narracyjny Grupy Studnia O Taniec opowieści. Żydzi z Kazimierza – Vincent Cafe;
* 20.30 - koncert zespołu Max Klezmer Band – Knajpa U Fryzjera.

Andrzej Molik

Link do źródła

2009-08-12

Refleksja i radość

Max Klezmer Band, park im. Marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego, na tyłach pl. Trzech Krzyży, wstęp wolny, poniedziałek (10.08), godz. 19

.....Jednym z jaśniejszych punktów na koncertowej mapie tygodnia jest występ czy raczej spektakl muzyczny Max Klezmer Band. Zespół został założony w 1998 roku (dziesięciolecie uczcił w marcu br. koncertem w studiu Trójki) przez Maksa Kowalskiego – krakowskiego kontrabasistę, absolwenta Akademii Muzycznej, autora muzyki do przedstawień teatralnych.

Inspirowany muzyką żydowską jak wiele składów kojarzonych ze współczesną muzyką klezmerską Max Klezmer Band opiera się na tradycyjnych tematach ludowych we własnych opracowaniach. Ostatnia w dorobku płyta „Tsunami” miała premierę w 2007 roku. Grupa wykorzystuje na niej typowe instrumentarium, które składa się ze skrzypiec, akordeonu, klarnetu, ale czerpie inspiracje z tematów klasycznych, klezmerskich, kresowych, bałkańskich czy hinduskich. Sięga również do jazzu – od bebopu do fusion, od Davisa do Weather Report.

Kiedy muzycy wyciągają djembe, to pulsowanie bębna przypomina Jamajkę, a kiedy zagrają hinduskie skrzypce, to robi się orientalnie. Muzyka klezmerska, początkowo związana z obrzędami religijnymi, dawno zyskała rozrywkowy charakter, a Max Klezmer Band, pielęgnując ten obyczaj, bawi się kompozycjami i bawi publiczność niekonwencjonalnym podejściem do sztuki, którą uprawia. Potrafi założyć peruki z dredami i zagrać solo na krześle.

Monika Banach

Link do źródła

2009-06-30

Ostatni czerwcowy wieczór na Stacji Orunia był szczególnie gorący nie za sprawą aury, lecz wspaniałego koncertu grupy Max Klezmer Band.

Artyści zaserwowali słuchaczom wydarzenie pełne poruszającej emocje muzyki rodem ze starosłowiańskich baśni, klezmerskiego Krakowa i odległych Indii.

Niesamowite solo akordeonowe w wykonaniu Jacka Hołubowskiego i jego późniejszy duet akordeonowy z Bogusławem Ziębą wzbudził w słuchaczach nostalgię.

Intro samotnych hinduskich skrzypiec genialnie rozkwitło w wieloinstrumentalną pieśń. Koncert był pełen zaskakujących sytuacji. Artyści zeszli ze sceny by powrócić na nią w radosnym muzycznym korowodzie. Pod koniec koncertu wszyscy muzycy sięgnęli po poukrywane na scenie bębny djembe i przy wtórze klaszczących słuchaczy zagrali utwór z Jamajki, którą niedawno odwiedzili.

2009-05-13

Było wyśmienicie. Żywiołowo, energetycznie i z klasą. Max Klezmer Band zagrał świetny koncert na dobry początek piątej edycji Festiwalu Muzyki Teatralnej, który rozpoczął się w piątkowy wieczór w Jeleniej Górze.

Kto nie był – ma czego żałować. Było wspaniale. Muzykę grupy powołanej do życia, przez twórców stale współpracujących z najróżniejszymi zespołami (także teatralnymi), trudno jest przypisać do jakiegoś wybranego gatunku. To jedyna w swoim rodzaju fuzja dźwięków porywających wszystkich, którzy tylko dają się ponieść fali dobrego brzmienia, wspaniałego nastroju i poczucia humoru, jaka płynie ze sceny. To, co Max Klezmer Band serwuje publiczności śmiało nazwać można muzycznym spektaklem. A to sprawia, że ich muzyka znakomicie wpisuje się w nurt wyjątkowego, jeleniogórskiego festiwalu, którego główne wydarzenia rozgrywać będą się w najbliższym tygodniu.

"Żywioł na scenie"
DAN
Nowiny Jeleniogórskie online

Link do źródła

2009-05-10

max klezmer band- koncert w opolu

Muzyka klezmerska — niegdyś muzyka związana z obrzędami religijnymi, z czasem przerodziła się w muzykę rozrywkową graną w czasie ślubów i uroczystości, by wreszcie połączyć się z jazzem. W sobotę, 9 maja, usłyszeliśmy tę muzykę w Filharmonii Opolskiej.

Wydarzenie było słabo reklamowane a szkoda, bo i muzyka i jej wykonanie to wyżyny artystyczne.

Podczas koncertu słychać "nuty" róznych gatunków muzyki. Wydawałoby się, że taka mieszanina muzyki żydowskiej, azjatyckiej, jazzu, nie może dobrze brzmieć. A jednak brzmi i to jak! Każdy z członków zespołu gra muzykę całym sobą wkładając w to mnóstwo energii. Oprócz tego, że ci Panowie umieją dobrze grać, to jeszcze czują i lubią to co robią. Aby jeszcze wzbogacić wrażenia słuchaczy artyści wprowadzają elementy humorystyczne, zaskakują rozpoczynając utwór na środku widowni a kończąc na scenie. Wciągają również publiczność w zabawę jako klaskaczy rytmu i nie pozwalają na chwilę nudy. Wrażeń muzycznych nie da się opowiedzieć - trzeba tę muzykę usłyszeć i to na żywo. A gdy zamknie się oczy słychać muzykę wokół, a dźwięki poszczególnych instrumentów wypełniają całą przestrzeń.Taka to muzyka, taki to zespół i takie to piękne wrażenia.

Link do źródła

2009-03-20

Jazzowe rytmy Max Klezmer Band

W ubiegły czwartek w Natolinskim Ośrodku Kultury w ramach cyklu "Co kraina to.. muzyka" wystąpił zespół Max Klezmer Band.

Zespół w swoich utworach łączy elementy wielu kultur, czerpiąc szerokimi garściami z muzyki klezmerskiej, bałkańskiej, hinduskiej oraz jazzu. Tworzy to wszystko niezwykle żywiołowią mieszankę sprawiającą, że na ich koncertach nie sposób spokojnie usiedzieć w miesjcu. I tak też było tym razem. Licznie zgromadzona publiczność wypełniła po brzegi niewielką salę na Natolinie. Za pomocą światła i dźwięku udało się stworzyć klimat niemal metafizyczny. Muzycy zadziwiali nie tylko kunsztem wirtuozerskich improwizacji, ale także niezwykłymi zdolnościami aktorskimi.

Koncert w NOK-u był elementem trasy koncertowej z okazji 10-cio lecia istnienia zespołu.

Link do źródła

2009-03-14

Bisy klezmerów

Max Klezmer Band zachwycił i wspaniale rozbawił publiczność wypełniającą wczoraj do ostatniego fotela salę kinowo-widowiskową Centrum Kultury i Sztuki w Kaliszu.Spektrum zaprezentowanych utworów przenosiło widzów, jak w zaczarowanej maszynie do podróż w czasie i przestrzeni, od Bałkanów przez Bliski i Daleki Wschód po inne niezidentyfikowane do końca miejsca . Hipnotyzujący popis angielskiego skrzypka na hinduskim tradycyjnym instrumencie smyczkowym był tego ukoronowaniem.Wspaniały kontakt z publicznością, podkreślony „wtargnięcie" grającego zespołu na widownie, był dodatkowym smaczkiem tego wieczoru.

Opłacało się przyjść.

Zdecydowanie potwierdzał to w prywatnych rozmowach rozentuzjazmowany tłum, opuszczając salę Centrum dopiero po 4 bisie Klezmerów. .

Link do źródła

2009-02-13

Muzyka porywająca niczym tsunami

Tak wypowiadają się o swojej muzyce członkowie grupy Max Klezmer Band. Różnorodne brzmienia, bogate wpływy kulturowe, muzyka raz smutna, a raz radosna i porywająca - tak wyglądał koncert zespołu w Kutnowskim Domu Kultury. Obecni w sali widowiskowej słuchacze nie kryli zadowolenia i podziwu.

Powstały w 1998 roku zespół zabrał kutnowską publikę w podróż po kulturze nie tylko żydowskiej, ale również hinduskiej i bałkańskiej ("Belgrad"). Muzycy sprawnie mieszali ze sobą wpływy muzyki klezmerskiej, etnicznej, jazzowej, a nawet rocknrolla. Groźnie zabrzmiał tytułowy utwór z wydanej przez zespół płyty "Tsunami", poświęconej tragicznym wydarzeniom z 2004 roku w Azji. - Podobnie, jak prawdziwe tsunami, ten utwór rozpoczyna się bardzo spokojnie, by potem przejść w niepokój i zakończyć się totalnym chaosem - mówił prowadzący koncert Piotr Skupniewicz.

Nie zabrakło popisów instrumentalnych, w tym duetu akordeonowego Hołubowski-Zięba. Michael Jones ujarzmił natomiast hinduskie skrzypce ravanhuta. W pewnym momencie członkowie zespołu zeszli ze sceny, by po solowym występie akordeonisty Jacka Hołubowskiego wejść na salę widowiskową od strony publiczności i naśladować tradycyjną żydowską kapelę. Okazało się też, że muzycy lubią aktorstwo - na scenie nie stronili od żartów i komicznych scenek. Po koncercie zafascynowani muzyką Max Klezmer Band kutnianie ustawili się w kolejce po płyty i autografy.

Link do źródła

2009-01-18

Podsumowanie żydowskiego maratonu w Mościcach

....Jednak zdecydowanie najbardziej interesująca była muzyczna część programu, czyli występ krakowskiej formacji Max Klezmer Band. "Klezmerzy" stają się już powoli naszym muzycznym towarem eksportowym, a do klasy ich muzyki chyba nie trzeba nikogo przekonywać. Trzeba za to pogratulować muzykom wizji i braku kompleksów, bo potrafią się świetnie odnaleźć tradycji, ale nie obawiają się też przemawiać językiem własnym i oryginalnym. Grupa jest doskonałym dowodem na istnienie w muzyce płomiennego, a zarazem szczęśliwego związku uczuć, rozumu i metafizyki. W Mościcach zespół zaprezentował program z najnowszej płyty "Tsunami" - ciekawy, nowoczesny melanż muzyczny jazzu z muzyką neoklezmerską, hinduską i bałkańskim folkiem . Mimo sporej rozpiętości gatunkowej "klezmerom" udało się z tych wszystkich muzycznych łatek uszyć na scenie Mościckiego Centrum Kultury całkiem wdzięczny patchwork. Otwartość i nieprzewidywalność, rzewne zaśpiewy skąpane w kosmicznym jazzie, wodewilowe klimaty, a przy tym energia i zapamiętanie godne rockowych bandów ? to wszystko sprawiało, że momentami koncert Max Klezmer Band ubezwłasnowolniał i wciągał bez reszty. Zespół zagrał żywiołowo, ale i refleksyjnie, pokazując że prawdziwa muzyka nie zna granic, a najciekawsze muzyczne eksperymenty powstają właśnie na styku odmiennych kultur. Udowodnili, że klezmer niekoniecznie musi kojarzyć się z patosem, albo stosować oklepane chwyty. Równie dobrze może pokazać jazzowy pazur, albo zabrać w sentymentalną podróż do przeszłości.

Agnieszka Setlik Portal inTARnet.pl

2008-11-24

Interfolk

To jedna z płyt, której do tej pory nie znudziło nam się słuchać i za każdym razem jak jej słuchamy odnajdujemy nowe detale, zaskakujące sekwencje i odrobinę klasy i wirtuozostwa.

Max Klezmer Band wykorzystuje podstawowe instrumenty muzyki klezmer i bałkańskiej (akordeon, klarnet, skrzypce, kontrabas i instrumenty perkusyjne) oraz keyboard, aby zaproponować nam muzykę opartą na tradycji i sięgająca do jazzu. Zespół swoje utwory traktuje jako standardy i na ich kanwie rozwija doskonałe wariacje, które charakteryzuje duża indywidualność, spójność i ekspresywność, i które stanowią nie tylko autentyczną kontynuację formy, ale przede wszystkim głębię muzyki, którą wykonują.

Wydaje nam się bliskie odnaleźć na płycie kolejną nową wersję tradycyjnego utworu bałkańskiego „Ajde Jano”, należącego do tych utworów powstałych w tyglu tradycji, które dzięki swojemu pięknu zostały powołane aby trwać w repertuarze muzyków przez dziesięciolecia. Niemniej jednak proszę zwrócić szczególną uwagę na przykład piękna, którym jest utwór „Belgrad”, kompozycja zespołu, która pociąga za sobą prawdziwy kunszt wykonawczy w dziedzinie harmonii, z pozoru nieskomplikowanej, ale w rezultacie ujmującej, bałkańskiej do szpiku kości. Kolejny przykład nowej europejskiej niezależnej muzyki folk, o którą należy pytać na stronie internetowej zespołu lub wydawnictwa fonograficznego.

Czasopismo „Interfolk”, Nr 38/2008

Piszą o nas w prasie niemieckiej

Siedmiu chłopaków z krakowskiego Max Klezmer Band wyznaje przede wszystkim jedną zasadę:grać i jeszcze raz grać.Już ich wejście do Große Kufu-Halle robi wrażenie.Orientalne dźwięki wchodzącej "karawany" wciągają słuchacza w świat muzyki.Podczas gdy Michael Jones wygrywa na swoich skrzypcach typowe klezmerskie melodie,Piotr Skupniewicz(klarnet) i Jacek Hołubowski(akordeon) towarzyszą mu jazzową improwizacją.Lider zespołu Max Kowalski(kontrabas) wraz z Tadeuszem Leśniakiem(klawisze),Bartłomiejem Szczepańskim(perkusja)i Markiem "Smokiem" Rajssem(instrumenty perkusyjne)upiększają utwory muzyczno-rytmicznym "dywanem" dźwięków.Młodzi muzycy-wszyscy absolwenci krakowskiej Akademii Muzycznej w swoich aranżacjach eksperymentują z muzyką latynowską, bałkańską, hinduską i jazzem, przez to udaje im sie stworzyć pełne napięcia utwory, w których pojawiają się charakterystyczne zmiany dynamiczne, akcenty oraz częste urwania i stop-timy. Jeżeli słuchacz oczekuje, że rozpozna znany motyw klezmerski,to zamiast tego usłyszy wybuchową mieszankę stylów muzycznych z wirtuozowskimi improwizacjami na najwyższym poziomie,które są dalekie od tradycyjnej weselnej muzyki klezmerskiej.Szczególnie ujmujące momenty koncertu to:solo akordeonu przy którym publiczność siedzi jak skamieniała, oraz wszechobecne instrumenty perkusyjne -brawurowe solo na krześle i gra gołymi rękami na zestawie perkusyjnym.Chociaż sposoby wykonywania muzyki klezmerskiej przez Polaków w swojej ambitnej formie nie mają nic wspólnego z muzyką ludową, to publiczność zaakceptowała tą formę,a zwłaszcza entuzjastyczny sposób wykonania utworów

Przedstawicielem nurtu łączenia tradycyjnej muzyki klezmerskiej z klasyką,a przede wszystkim z jazzem był w tym roku zespół MAX KLEZMER BAND z Krakowa.To siedmioosobowy zespół skupiony obok lidera Maxa Kowalskiego grającego na elektrycznym kontrabasie rozszerza inicjowane tematy muzyczne we wszystkich możliwych i pozornie niemożliwych kierunkach.Jak powiedział jeden z członków zespołu po drugim utworze MKB łączy muzykę klezmerską z jazzem, muzyką latynowską, orientalnymi melodiami i dzikimi bałkańskimi tańcami.Polscy muzycy wykonali swoje utwory na bardzo wysokim technicznym poziomie,czego można sie było spodziewać po absolwentach krakowskiej Akademii Muzycznej.Chwilami, aż trzech perkusistów nadawało utworowi solidny rytmiczny fundament ponad którym wyróżniali się grający solo Piotr Skupniewicz na klarnecie,Jacek Hołubowski na guzikowym akordeonie oraz Michael Jones na skrzypcach.Muzycy przenieśli nas daleko od melancholijnych orientalnych melodii do muzyki jazzrockowej wczesnych lat siedemdziesiątych(Miles Davis,Weather Report). Barwne riffy jazzowe stworzył basista,a klarnecista "podróżował" muzycznie od motywów Europy Wschodniej do nowojorskiego bebopu i z powrotem.Dobre jest to, że ci muzycy rozwiązali sztywny gorset klezmerskich schematów,świeżo i bez skrępowania nie bojąc się elementu kabaretu, jak założenie sobie peruk rastafariańskich w utworze reggae.

Interfolk

"To jedna z płyt, której do tej pory nie znudziło nam się słuchać i za każdym razem jak jej słuchamy odnajdujemy nowe detale, zaskakujące sekwencje i odrobinę klasy i wirtuozostwa. "

Jazz radio

"Muzycy, zachowując swój niepowtarzalny styl, zanurzają się w morzu dźwięków, które jak tytułowe tsunami wdziera się do podświadomości słuchaczy, do głębi porusza i zachwyca. To muzyka, która budzi refleksje, odkrywa nowe horyzonty i zarazem podnosi poziom adrenaliny u słuchaczy."

W prasie niemieckiej

"Jeżeli słuchacz oczekuje, że rozpozna znany motyw klezmerski,to zamiast tego usłyszy wybuchową mieszankę stylów muzycznych z wirtuozowskimi improwizacjami na najwyższym poziomie,które są dalekie od tradycyjnej weselnej muzyki klezmerskiej."